Po pięciu dniach spędzonych w wagonie 16stym pociągu relacji Moskwa-Czyta wysiadamy na dworcu w Irkucku. Atmosfera miasta jest już wybitnie azjatycka. Ludzie, których widać na ulicach to mieszanka „białych” o urodzie europejskiej i egzotycznych dla nas Buriatów o urodzie mongolskiej. Zupełnie zdezorientowani bez przewodnika szukamy informacji na temat możliwości dostania się nad jezioro Bajkał do Listwianki. Nikt z mieszkańców nie potrafi nam pomóc poza taksówkarzami, którzy za ruble, euro lub dolary mogą nas zawieźć gdzie tylko będziemy chcieli. Małe kłamstewko o tym, że jesteśmy studentami skutkuje. Jeden z taksówkarzy radzi byśmy wsiedli w tramwaj i udali się na główny dworzec autobusowy na drugim końcu miasta. Tam można złapać tzw. „Marszrutę” – zbiorowe taxi do Listvianki. Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać. Wsiadamy w zdezelowany tramwaj i ruszamy przez most na rzece Angara do centrum Irkucka. Bilet na tramwaj kosztuje zaledwie 10 rubli – wrażenia bezcenne. Tramwaj snuje się ulicami Irkucka. Mijamy rozpadające się drewniane domy. Niektóre z nich wyglądają jakby miały się za chwilę zapaść pod ziemię. Rejon Irkucka nawiedzają często trzęsienia ziemi. Kolejne bardzo silne nastąpi zaraz po naszym wyjeździe z miasta.
Na ulicach panuje lekki chaos – coś pomiędzy europejskim stylem jazdy a tym, który spotkać można np. na południu Chin. Ruch jest prawostronny (taki jak u nas) jednak większość pojazdów ma kierownicę po prawej stronie. Wygląda to trochę dziwnie, poza tym jest niebezpieczne – podczas tylko kilkugodzinnego pobytu w mieście jesteśmy świadkami 4 wypadków drogowych. Jak się później dowiedzieliśmy mieszkańcy regionu sprowadzają do Rosji tanie i dobre auta z Japonii gdzie ruch jest lewostronny. Wszystko legalnie bo przepisy Rosyjskie nie zabraniają rejestracji w kraju aut przystosowanych do lewostronnego ruchu.
Tramwaj, którym snujemy się po ulicach Irkucka zatrzymuje się w okolicach centralnego bazaru i dalej nie może jechać. Przed nam stoją na środku drogi dwa auta i blokują ruch. Kierowcy są bardzo zajęci wymianą argumentów i nie zamierzają udrożnić drogi. Musimy iść z ciężkimi bagażami na piechotę. Nie ma tego złego – przy okazji możemy zrobić zakupy warzywne na bazarze.
Na autobusowym dworcu głównym łapiemy Marszrutę i po godzinie za 100 rubli jesteśmy w Listviance.
█▓▒ Bajkał ▒▓█
Marszruta z Irkucka zatrzymuje się nad jeziorem Bajkał w centrum malowniczej turystycznej wioski Listvianka. Ogromny zbiornik słodkiej wody najgłębszego jeziora świata przypomina bardziej morze niż jezioro. O betonowy brzeg rozbijają się fale, nad głowami latają mewy a po tafli jeziora pływają statki turystyczne i kutry rybackie. Miasteczko poza interesującą drewnianą i zadbaną architekturą samo w sobie nie oferuje zbyt wielu atrakcji dla wegetarian/wegan. W powietrzu unosi się trudny do zniesienia dla vege nosa zapach palonych ciał morskich stworzeń. Ceny w pokojach gościnnych drogie a w budkach z jedzeniem nic poza rybim mięsem – postanawiamy przenocować na dziko nad samym jeziorem poza granicami miasta.
Po pięciu dniach spędzonych w pociągu gdzie za prysznic robiła butelka po wodzie mineralnej czujemy silną potrzebę wykąpania się w jeziorze. Jest wieczór, na dworze około 10 stopni Celsjusza, woda w Bajkale lodowata do tego wieje wiatr… Marcin nie zrażony warunkami postanawia wskoczyć do wody i namawia mnie do tego samego. Mam spore opory – jestem typowym zwierzęciem ciepłolubnym bez zapędów do bycia „Morsem”. Zadowolona mina Marcina zaraz po wyjściu z wody przekonuje mnie jednak do rozebrania się i wbiegnięcia do lodowatej wody. Wytrzymuje zanurzony około 15 sekund i z krzykiem uciekam na ląd. O dziwo zaraz po wyjściu z zimnego jeziora – robi mi się ciepło. Całej naszej akcji przyglądają się Rosjanie, którzy obok palą ognisko. Widząc jacy z nas wariaci zapraszają do siebie na łyk rozgrzewającej wódki. Okazuje się, że to po części Polacy – potomkowie zesłańców, ale już nie władający naszym językiem.
Rozbijamy namiot na skarpie z dala od imprezujących do późna grupek Rosjan. Wiatr ustał, słychać tylko szum fal, nad głowami tysiące gwiazd. Na dworze coraz zimniej w dodatku powietrze bardzo wilgotne. Śpimy we wszystkim co mamy na sobie – oboje mamy tylko letnie, cienkie śpiwory. Mimo wszystko warto było… budzimy się o wschodzie słońca. Widok przecudowny. Żaden obraz czy zdjęcie nie odda tej chwili. To był jeden z bardziej mistycznych momentów naszej podróży – Bóg jest artystą.
Tak nam się podoba miejsce, w którym spędziliśmy noc, że postanawiamy zostać tu dłużej. Kolejny dzień mija nam bardzo leniwie. Ładujemy baterie przed kolejną częścią podróży do Chin.
█▓▒ Irkuck raz jeszcze ▒▓█
Z nastaniem nowego dnia ruszamy na przystanek autobusowy w Listviance. Musimy wrócić do Irkucka po zarezerwowane bilety do Pekinu a przy okazji zarejestrować swój pobyt w Rosji. Brak rosyjskiej pieczątki z informacją o noclegu (po rosyjsku „registracji”) na karcie wizowej może oznaczać kłopoty na granicy przy wyjeździe. W Listviance tuż obok przystanku autobusowego znajdujemy budynek administracji gdzie za 100 rubli dostajemy wpis w karcie wizowej. Notabene za tę samą czynność w hotelu żądano 450 rubli co jak na rosyjskie ceny jest strasznym zdzierstwem.
Po załatwieniu formalności łapiemy Marszrutę i wracamy do Irkucka. Próbujemy znaleźć nocleg pytając w „gostnicach” (domach gościnnych) ale niestety nikt nie chce nas „inostrańców” (obcokrajowców) przyjąć. Hoteliki w Rosji, które nie mają specjalnych uprawnień nie mogą przyjmować przyjezdnych bez rosyjskiego paszportu.
W agencji turystycznej, w której odbieramy bilety na pociąg do Pekinu jedna z pracownic sugeruje byśmy zostali na noc w Hostelu, który jest całkiem niedaleko. Miejsce noclegowe wygląda pozytywnie – co najważniejsze posiada kuchnię. Rzucamy plecaki i ruszamy na pobliski centralny bazar po warzywa. Za grosze kupujemy pomidory, cukinie, cebule i czosnek i robimy sobie ogromne leczo z makaronem.
Po pięciu dniach spędzonych w wagonie 16stym pociągu relacji Moskwa-Czyta wysiadamy na dworcu w Irkucku. Atmosfera miasta jest już wybitnie azjatycka. Ludzie, których widać na ulicach to mieszanka „białych” o urodzie europejskiej i egzotycznych dla nas Buriatów o urodzie mongolskiej. Zupełnie zdezorientowani bez przewodnika szukamy informacji na temat możliwości dostania się nad jezioro Bajkał do Listwianki. Nikt z mieszkańców nie potrafi nam pomóc poza taksówkarzami, którzy za ruble, euro lub dolary mogą nas zawieźć gdzie tylko będziemy chcieli. Małe kłamstewko o tym, że jesteśmy studentami skutkuje. Jeden z taksówkarzy radzi byśmy wsiedli w tramwaj i udali się na główny dworzec autobusowy na drugim końcu miasta. Tam można złapać tzw. „Marszrutę” – zbiorowe taxi do Listvianki. Nie trzeba było nam dwa razy powtarzać. Wsiadamy w zdezelowany tramwaj i ruszamy przez most na rzece Angara do centrum Irkucka. Bilet na tramwaj kosztuje zaledwie 10 rubli – wrażenia bezcenne. Tramwaj snuje się ulicami Irkucka. Mijamy rozpadające się drewniane domy. Niektóre z nich wyglądają jakby miały się za chwilę zapaść pod ziemię. Rejon Irkucka nawiedzają często trzęsienia ziemi. Kolejne bardzo silne nastąpi zaraz po naszym wyjeździe z miasta.



















Najnowsze komentarze