Tak naprawdę dopiero teraz poczuliśmy, że zaczęła się nasza życiowa podróż dookoła świata. Brama Europy do Azji – takie na pierwszy rzut oka wrażenie robi Istambuł. Położenie Istambułu na granicy Europy i Azji przekłada się w jego atmosferze. Horyzont poprzecinany ostro zakończonymi minaretami meczetów, na ulicach europejsko ubrane kobiety, targowiska mienią się kolorami i pachną intensywnymi przyprawami.
Niestety pogoda jeszcze nie do końca dopisuje. Raz słońce a raz deszcz a nawet jednego wieczoru popadał troszkę śnieg.
W Istambule nocujemy w otwartym dla wszystkich domu hipisa o dość osobliwym z polskiego punktu widzenia imieniu Baran. U Barana spotykamy dwóch niezwykle uzdolnionych muzycznie chłopaków, którzy całymi dniami grają na różnych instrumentach, w zasadzie nic nie jedząc przez cały dzień. Niemal każdego wieczoru w domu Barana odbywa się Jam Session. Pod tym względem lepiej nie mogliśmy trafić! Dzień zaczyna się tu około 14 a kończy o 5 nad ranem przez co nie mamy zbyt wiele czasu na zwiedzanie miasta. A jest tu co oglądać. Istambuł ma około 2500 letnią burzliwą historię, której ślady widać na każdym kroku starego miasta.
Z naszymi nowymi znajomymi spędzamy leniwie czas, co jest dużym kontrastem dla zabieganego życia we Wrocławiu. Tak nam się tu spodobało, że nie odstrasza nas nawet brak wody w kranie – gospodarz nie opłacił rachunków za wodę.
Pomimo zimowej pory w Turcji można bez problemu odnaleźć pachnące i smaczne warzywa. W kraju gdzie dominują kebaby i dania na bazie mięsa weganie muszą sami sobie gotować. Owszem znajdziemy tu kilka wegetariańskich przybytków ale niestety – jak w całym Istambule – trzeba się liczyć z poważnymi wydatkami.
Niedaleko stacji metra Taksim znajduje się jedyny punkt gastronomiczny, który oferuje ukochane przez nas falafele. Jak się później okazało, właścicielem jest Palestyńczyk, który zna naszych przyjaciół z Zachodniego Brzegu. Cóż świat jest mały
Wróćmy jednak do kuchni tureckiej. Turcy piją ogromne ilości mocnej i słodkiej herbaty, podawanej w małych szklaneczkach w kształcie tulipanów. Podobnie pije się tu sporo kawy zaparzanej po turecku. Do kawy świetnie nadają się wszelakie słodkości, których tu nie brakuje. Moja ulubiona baklawa to kwintesencja tureckich słodyczy. Klasyczną baklawę przygotowuje się z ciasta półfrancuskiego przełożonego warstwami orzechów z cukrem lub miodem (różne wersje do
wyboru). Całość jest zapiekana i krojona na kawałeczki. Na koniec polewa się wszystko lukrem lub syropem z cukru, wody i cytryny oraz posypuje zmiażdżonymi orzeszkami.
Następny przystanek: Dubaj
Dobre rady Rząd Turecki nakazał zablokować mieszkańcom Turcji dostęp do YouTube. Stało się tak po incydencie, w którym ktoś za jego pomocą obrażał wielkiego dla Turków polityka, pierwszego premiera Mustafe Kemala Atatürka. Jest na blokadę prosty sposób. Wystarczy w ustawieniach połączenia z internetem zmienić serwery DNS na: 208.67.222.222 oraz 208.67.222.220









































szkoda ze nie nagrałeś tych koncertów i atmosfery w domu hipisa
Nastepnym razem zrobimy film tylko z koncertami u Barana
jak wrocimy do Polski pokazemy reszte filmikow. Mamy ich wiecej. Pozdrawiamy z lotniska w Dubaju.