Ganesha usuwa wszelkie przeszkody i zapewnia powodzenie w najróżniejszych przedsięwzięciach.
Mamallapuram
Mamallapuram - Wykuta w skale starożytna nadbrzerzna świątynia Siwy
Kasia staje się większą atrakcją od wykutej w skale jaskini Tygrysa
Kokosowe mleczko od lokalnego farmera
Skuterem przez świat
Bezpańskie psy nikomu tu nie przeszkadzają
Święta krowa
Wszyscy bardzo chętnie pozują do zdjęć

6 godzin pociągiem, 20 minut autobusem miejskim i około 3 godziny autobusem relacji Chennai – Mamallapuram. Zamieniamy zapach spalin na zapach kanału ściekowego, który niemal wszędzie roznosi się w powietrzu tego miasteczka. Nareszcie jednak można w miarę bezstresowo poruszać się po ulicach. Tu też są riksze, skutery i większe samochody, ale ruch zdecydowanie mniejszy, a ludzie jakby spokojniejsi. Miasteczko słynie z ciepłej zatoki Bengalskiej i wspaniałych starożytnych świątyń i budowli wykutych w skale, których okolica skrywa kilka. Niestety trafiamy tu w weekend przez co wszystkie zabytki miasteczka oblegane są przez wycieczki szkolne. Trudno jest się w takich warunkach zwiedzać.

W poruszaniu się po okolicy doskonale sprawdza się skuterek, którego wypożyczenie na 12 godzin kosztuje około 10 zł, a paliwo 3,3 zł / litr. Tankujemy bak i ruszamy przed siebie, używając często klaksonu, tak jak robią to wszyscy. Na drodze co kilka kilometrów natrafić można na sprzedawców orzeźwiającego mleczka kokosowego. 1 owoc kosztuje 1 zł. Dzięki mobilności jaką daje nam skuter, docieramy do czystej i prawie bezludnej plaży gdzie spędzamy chwilkę. Woda zatoki Bengalskiej jest bardzo ciepła, a piasek aż parzy od nagrzania. Niedaleko plaży znajduje się starożytna budowla zwana Jaskinią Tygrysa. Stajemy się główną atrakcją, dla wycieczki szkolnej, która w tym samym czasie co my znalazła się w tym miejscu. Wszyscy chcą robić sobie z nami zdjęcia. W sumie nic dziwnego… zwłaszcza Kasi skóra, która jeszcze nie zbyt mocno nabrała Słońca zdecydowanie wyróżnia się pośród morza opalonych hinduskich twarzy.

W Mamallapuram znaleźliśmy dla siebie wegetariańską restauracyjkę, której menu może nie jest zbyt zróżnicowane, ale za to jedzenie bardzo smaczne no i jak na Indie przystało niesamowicie tanie.

To co najbardziej nam się podoba w tym miasteczku to koegzystencja zwierząt i ludzi. Mamy tu na ulicach krowy, psy, małpy, kozy, świnie, ptaki i ludzi. Zwierzęta chodzą tu własnymi ścieżkami z całymi swoimi rodzinkami. Wszyscy żyją obok siebie w pełnej symbiozie i względnym pokoju. Czasem krowa porwie cukinie ze sklepu, innym razem mama koza pogoni psa, który zbyt mocno zainteresuje się małym koźlątkiem – poza małymi wyjątkami nie widać tu międzygatunkowej rywalizacji.


Patroni medialni:



4 Responses to “Mamallapuram”

  1. jasmina
    22 lutego 2010 at 5:27 pm #

    ja poczułam sie wreszcie normalnie jak byłam w indiach wegetarianizm to norma społeczna i weganizm to tez nic zaskakujacego oni to praktykują jakby od zawsze .Jak papaje? trzeba je wybierac dosyc miekie ale nie za bardzo to cała sztuka wybrac dobrą papaje,myśmy je jeszcze spażali gorącą woda przed jedzeniem,jak wszystkie owoce i warzywka.Radziłabym sie zaopatrzyc w łancuch i kłódke do zapinania plecaków w pociągach i nawet w hotelach bywa że może coś zginąc,,ostrzegam to są sekundy ,tym bardziej ze biali są mocno widoczni. Kasia dobrze ci idzie ,msz dobry image,no i wreszcie można sie bezstresowo najeśc i nacieszyc życie w otoczeniu uduchowionej atmosfery.Zycze szczęścia

  2. Kasia
    23 lutego 2010 at 9:15 am #

    Zgadza sie, wreszcie czujemy sie jak w domu. Nie musimy specjalnie szukac wegetarianskich restauracji, praktycznie kazda jest wege. Bardzo nam sie to podoba, jedzonko jest tanie i smaczne, i przede wszystkim jest wege. A papaja? Oj nie posmakowala nam, moze jeszcze nie trafilismy na odpowiednia. Za to codziennie pijemy po 3 mleczka kokosowe, pyszne sa tez banany w czerwonej skorce. Jesli chodzi o bezpieczenstwo to, pomijajac ruch uliczny ktory jest szalony, jest tu bardzo bezpiecznie. Mamy na wszelki wypadek wlasna klodke i nia zamykamy pokoj, ale w lancuch sie jeszcze nie zaopatrzylismy. Jak narazie nic nam nie zginelo, ale masz racje, ze to sa sekundy. Jezdzilismy w bardzo zatloczonym autobusie, gdzie smialo mogl ktos wyciagnac cos z plecaka i nikt tego nie zrobil. Wyluzowalismy sie troche, moze nawet za bardzo, ale wiem, ze trzeba uwazac. Nie mozemy doczekac sie Asramu, w ktorym panuje cisza i spokoj, bo miasta sa glosne i …smierdzace :) Co do duchowosci, to szczerze mowiac nie jest za bardzo odczuwalna, moze polnocne Indie sa bardziej uduchowione. pozdrawiamy i milo nam ze sledzisz nasze perypetie

  3. jasmina
    23 lutego 2010 at 9:55 pm #

    Z tego co przeczytałam to Tamilnadu to serce hinduskiej duchowości ,własnie tam chce teraz sie wybrac ,o jedzeniu już opowiedzieliscie ale czy ceny hoteli też są przystępne ?Cała ta kultura oparta jest na medytacji i to jest jedyna brama którą moża w nią wejśc..Ciesze sie że wam dobrze oby tak dalej,a co do rzeczy ,to głównie chodzi o przypinanie ich w pociągach i autobusach żeby spokojnie sie zdrzemnąc.,hindusi to też robią często to widziałam, ogólnie to miły naród..No i z dużych miast faktycznie lepiej szybko uciekac.hari om

  4. Daniel
    24 lutego 2010 at 9:36 am #

    Jestesmy teraz w Madurai gdzie znajduje sie jedna z najwazniejszych swiatyn Shivy i Lakshmi… jest tu tak duza masa ludzi, ze nie czuje sie tu uniesiony duchowa moca a wrecz przeciwnie… poza tym do najwazniejszych miejsc obcokrajowcy nie maja wstepu – nawet jak chca zaplacic. Wkrotce opiszemy kolejne miejsca, w ktorych bylismy. Cierpliwosci :)