Hampi - poranna toaleta
Hampi - poranna toaleta
Świątynia Virupaksha w Hampi
Świątynia Virupaksha w Hampi
Widok na Hampi z okolicznego wzgórza
Małpi zwiadowcy
Wśród bananowców
Małpia mama
Pola ryżowe w Hampi
Wnętrze jednej z antycznych świątyń w Hampi
Hampi
Okolice Hampi
Okolice Hampi
Malowidła skalne w okolicach Hampi

Podróżowanie po Indiach na długich trasach jest prawdziwą sztuką. Nie można od tak wsiąść sobie do pociągu i pojechać dokąd się chce. Ogromna ilość ludzi zamieszkująca ten kraj powoduje, że miejsca w wagonach rezerwuje się z dużym wyprzedzeniem. Okazuje się, że na Goa z Bangaluru nie ma już miejsc od tygodnia, a podróż zwykłym autobusem ze względu na odległość, kursujące między miastami zdezelowane autobusy i przede wszystkim fatalne drogi w Indiach mogłoby skutkować naszym wstrząśnieniem mózgu. Szukamy więc pośredniego rozwiązania i za namową Maćka jedziemy autobusem do Hampi, które jest mniej więcej w połowie drogi na Goa. Nic nie dzieje się przypadkiem na tej planecie – przynajmniej my w to głęboko wierzymy. Trafiamy do Hampi i okazuje się, że jest to miejsce wyjątkowe pod każdym względem. Wspaniałe starożytne budowle rozrzucone w obrębie kilku kilometrów – pozostałość po starożytnej metropolii, która została zdobyta i zniszczona przez wyznawców Sziwy i Muzułmanów. Samo współczesne miasteczko to dwa światy rozdzielone rzeką. Pierwszy świat to świat hinduskiego świątynnego miasta do którego pielgrzymują wyznawcy Wisznu i Sziwy. Po ulicach i okolicznych wzgórzach hasają święte krowy, które przez jednych są dotykane czule, a przez innych bite bo podkradają warzywa przeznaczone na sprzedaż. Hindus hindusowi nierówny jeśli chodzi o szacunek dla świętych krów. Drugi świat w Hampi to miasteczko domków turystycznych wypełnionych turystami niskobudżetowymi. Niemal na każdym kroku wiszą plakaty informujące o zakazie używania narkotyków i niemal na każdym rogu ktoś próbuje sprzedać marihuanę. Tuż za turystycznym miasteczkiem wznoszą się skaliste wzgórza, z których rozciąga się cudowny widok na okoliczne miasto, pola ryżowe i góry. Gdy zbliżał się zachód słońca postanowiliśmy wejść na jedno ze wzgórz przy turystycznej części Hampi. Podczas podziwiania zachodu słońca i wsłuchiwania się w ptasi koncert na horyzoncie na szczycie jednej ze skał pojawiła się jedna małpa. Okazało się, że to małpi zwiadowca… po chwili tuż obok nas przebiegło kilkadziesiąt małp. Małpi zwiadowcy podzieleni na kilka grup wskakiwali na wyższe partie skalne i obserwowali teren dając reszcie znaki. Dołem przebiegały bezpieczne matki z dziećmi. Nasi mniejsi bracia kierowali się w stronę zachodzącego już słońca. To była jedna z najcudowniejszych chwil jakie przeżyliśmy w Indiach do tej pory. Coś bardzo mistycznego i pierwotnego. Duchowość, której tu tak bardzo poszukujemy, ale bez jakiejkolwiek religii. To nie w obrazkach czy rzeźbach bije źródło wiedzy o naszym życiu, ale właśnie w naturze, o której zapominamy żyjąc w sztucznych miastach.

Ciekawostka
Pod Hampi możemy natrafić na wiele śladów z przeszłości. Mamy tu malowidła skalne, które przetrwały tysiące lat, odciski wielkich stóp oraz dziwne niskie 1,5 metrowe domy, które podobno zamieszkiwali kiedyś bardzo niscy ludzie. Załączam zdjęcie takiej wioski. Niestety nie udało nam się do tego miejsca dotrzeć a zdjęcie użyczył nam właściciel domu turystycznego Laughing Buddha, które bardzo mocno wszystkim podróżującym do Hampi polecamy.

Pigmeje w Hampi

 


Patroni medialni: