Po kolorowym i niemal doskonale zorganizowanym Toronto trafiam w sam środek ogromnego chaotycznego mrowiska, którego końca nie widać nawet z samolotu. Miasto Meksyk jest jedną z największych metropolii świata. Przebywa tu około 22-25 mln ludzi co plasuje to miasto na 3 pozycji na świecie po Tokio i Seulu.
Na lotnisku czeka na mnie Jasbet, którą poznałem dzięki stronie Couchsurfing. 2 pociągi kolei miejskiej, 10 minut rowerową rikszą i znajdujemy się w nieco oddalonej od centrum raczej biednej dzielnicy Meksyku. Jasbet mieszka z rodzeństwem i mamą w bardzo „minimalistycznym” pod względem wyposażenia domu. `
Moi gospodarze witają mnie bardzo serdecznie. Proponują jedzenie, ale na wieść o moim „ekstrawagandzkim” sposobie odżywiania się mama Jasbet rozkłada ręce. W Meksyku podstawą jest mięso. Tuż obok domu mojej pierwszej meksykańskiej rodziny odbywa się co tydzień targ spożywczy. Akurat jest ten jeden dzień w tygodniu, więc wybieramy się na bazar. Wiedziony intuicją kupuję awokado, pomidory i tortillę. Okazuje się później, że będzie to jedna z moich ulubionych bardzo szybkich do przyrządzenia wegańskich potraw.
W Meksyku zostaje kilka dni. Miasto samo w sobie wywołuje u mnie mieszane odczucia. Z jednej strony fascynująca, zupełnie mi obca kultura latynoamerykańska pełna kolorów, nowych smaków, muzyki. Wszystko to otępia umysł, powoduje, że człowiek przestaje trzeźwo myśleć. Z drugiej strony daje się odczuć trudne do opisania poczucie depresji, które widać na twarzach ludzi. Depresja wywołana biedą i jak mi się wydaje, przede wszystkim niekończącą się przemocą w mieście.
Podczas mojej wędrówki do Tatlauakan w autobusie, w którym jechałem doszło do rabunku. W pewnym momencie jeden z pasażerów wstał z fotela, wyciągnął pistolet i zmusił kierowcę do zatrzymania się. W tym czasie z 2 stron (w Meksyku nie zamyka się drzwi w autobusach) do pojazdu weszło 2 kolejnych uzbrojonych bandziorów. Nikt nie miał zakrytej twarzy a po oczach i mimice widać było, że goście nie liczą się tu z niczym. Wszyscy pasażerowie w tym i ja zostali obrabowani. Nie miałem przy sobie zbyt dużo pieniędzy, ale kamerę video i aparat, które ukryłem pod siedzeniem. Szczęście w nieszczęściu złodzieje nie mogli sobie pozwolić na gruntowne przeszukiwanie pasażerów tak więc w moim przypadku obyło się na utracie 50 pesos (około 15 zł) oraz portmonetki z Palestyny ze statuetką Ganeshiego, którego nosiłem na szczęście. Niektóre osoby straciły jednak biżuterię czy aparaty komórkowe. Najgorsze w tym wszystkim było to, że złodzieje napadli na autobus najgorszej klasy, gdzie podróżują zwykle biedni ludzie, dla których 15 zł czy utrata telefonu komórkowego to naprawdę bardzo dużo. Po około 2 minutach od napadu pojawiła się policja. Policjanci ewidentnie niewiele się przejmując sprawą odjechali po kilkunastu sekundach na sygnale…. niby w pościg z tym, że w zupełnie inną stronę. Policja w Meksyku to wg słów Jasbet kolejna wersja mafii. Nikt tu nie ufa i woli unikać policji. Gwałty, napady, wymuszenia łapówek, a czasem zabójstwa z rąk „stróżów Prawa” nikogo tu nie dziwią. Napady takie jak ten, który trafił się mi to podobno całkiem „normalna” rzecz w mieście Meksyk. Każdy w rodzinie Jasbet został co najmniej raz napadnięty.
Meksyk przywitał mnie w bardzo oryginalny sposób.
Ameryka Łacińska to królestwo tańca. Tu tańczą niemal wszyscy i to naprawdę nieźle. Dominuje Salsa, której korzenie wywodzą się z Kuby. Jasbet, u której zostaje przez tydzień, jest m.in. instruktorką Salsy. Zostaję oczywiście zaproszony na lekcję tańca wśród średnio-zaawansowanych tancerzy. Niestety moje sztywne ruchy i kompletny brak podstaw wywołują we mnie poczucie konsternacji, a wśród gapiów rozbawienie. Salsa może kiedyś, ale nie w takich warunkach
Meksyk nie jest dobrym miejscem dla wegetarian, a już nie wspominając o weganach. Mięso to podstawa przekąsek i głównych dań. Dla nieobytych w temacie ludzi „wegetarianin” jada ryby czy kurczaki. Smalec? Przecież smalec jest wegetariański! Panuje tu dużo większa ignorancja i kompletny brak wiedzy niż w naszej równie mięsnej Polsce. Mimo to nie jest tragicznie. Tropikalny klimat oznacza dużą ilość warzyw i owoców. Smażone banany czy Guakamole z tortilla to moje ulubione wegańskie potrawy, które można dostać bez problemu na ulicy.









































Najnowsze komentarze