Kuba to jeden z NAJciekawszych krajów jakie mieliśmy szczęście zobaczyć podczas naszej tułaczki po świecie. Kraj ciekawy pod wieloma względami. Wspaniała muzyka, którą słychać na każdym kroku na starym mieście, piękne Kubanki, potomkinie afrykańskich niewolników i hiszpańskich konkwistadorów (większość mieszkańców Kuby to Mulaci i Czarni).
Ulice Hawany wydają się największym muzeum starych pojazdów na Ziemi. Mnóstwo amerykańskich samochodów z lat 50-tych czy 60-tych XX wieku. Nie brakuje też poczciwych polskich małych fiatów, które gdy są zadbane to na tle starych pojazdów prezentują się jak szczyt techniki. Polskie „duże fiaty” i „maluchy”, Łady Samary na ulicach stolicy Kuby przypominają Polskę za naszego dzieciństwa. Podwójny system pieniężny, który funkcjonuje na Kubie potęguje wrażenie powrotu do przeszłości gdy do Pewexu chodziło się z bonami, a nie złotówkami. Dwa światy monetarne na Kubie to dwa światy konsumpcyjne. Za wszystkie ponad podstawowe dobra trzeba płacić drogimi peso zamiennymi, którego wartość równa się 1 Euro. Za produkty spożywcze pochodzące z Kuby płaci się tanimi peso regularnymi. I tak. np. za kilogram cudownej guawy płaci się na targu około 1 zł a za 1,5 litra wody mineralnej w sklepach z produktami importowanymi około 1 Euro. Niestety nie jest to dobry kraj dla wegetarian. Kuchnia kubańska to przede wszystkim mięso, a na targowiskach warzywnych trudno o inne produkty poza awokado, cytryną, papają, bananami, guajawą (trafiamy na sezon tego wspaniałego owocu), ogórkami i ziemniakami (i to nie wszędzie).
Codzienne zakupy warzyw na targowiskach wyglądają trochę jak walka o byt. Targowisk jest całkiem sporo, jednak nie wszędzie można dostać to co by się chciało. Moje ulubione na Kubie ziemniaki z awokado i mizerią z ogórków w sosie cytrynowym wymagają odwiedzenia dwóch targowisk bo akurat ziemniaki w przeciwieństwie do pysznego awokado nie są wszędzie dostępne.
Pomimo głębokiego socjalizmu i amerykańskiej blokady, która wyniszcza ten piękny kraj od wielu już lat nie widać na ulicach Hawany zbyt wielu żebraków czy niedbale ubranych ludzi. Wręcz przeciwnie. Kubańczycy bardzo mocno zwracają uwagę na wygląd zewnętrzny. Trudno jednak jest sobie wyobrazić jak to możliwe, ze przy bardzo niskich miesięcznych zarobkach opiewających na kwotę 20-30 Euro (+ dodatkach od państwa na cukier, ryz i inne produkty spożywcze) tak wielu ludzi tak świetnie wygląda. Przy bardzo modnie ubranych Kubańczykach nasze przetarte w podróży ubrania wyglądają co najmniej nie ciekawie.
Wystarczy wyjść dosłownie na chwilę na ulicę starej Hawany by zaraz ktoś się do nas przykleił. Niektórzy chcą tylko pogadać jednak większość w turystach widzi ewentualną możliwość łatwego zarobku. Jedni naciągną na alkohol w knajpie (zapraszają do pubu a potem zamawiają drinki, za które nie chcą sami płacić) inni poproszą o zakup mleka w proszku dla dziecka, które podobno „sprzedawane jest tylko turystom”. Z prośbą o kupno mleka w proszku spotykamy się tu wyjątkowo często. Podobno to bardzo chodliwy towar i często osoby proszące o nie, później odsprzedają mleko w drugim obiegu. Kilkukrotnie spotkaliśmy się z prośbą o odsprzedanie pasty do zębów czy szamponu, które na Kubie są towarem luksusowym i trudno dostępnym.
Internet to również dobro, którego na Kubie nie można uświadczyć zbyt łatwo. Jedyna kafejka internetowa jaka znaleźliśmy w centrum Hawany oferowała możliwość przeglądania tylko kilku lokalnych portali z wiadomościami oraz wysłania kubańskiego emalia. Kafejki z szeroko rozumianym internetem są na Kubie bardzo drogie (około 6 Euro/pół godziny) a dostępne dla obcokrajowców w hotelach
W Hawanie zatrzymaliśmy się w prywatnym domu, który za 15 Euro/noc udostępnia turystom pokój. 15 Euro to naprawdę dobra cena. Większość rodzin udostępnia przestrzeń w swoim mieszkaniu za 25 euro. Tego typu prywatne hoteliki jak również prywatne małe sklepiki oferujące jedzenie czy soki to podobno na Kubie nowość. Duch zmian, który wynika z szerzącej się w tym kraju biedy. Turystyka powoli staje się bardzo silnym koniem napędowym kubańskiej gospodarki. To właśnie dlatego bardzo często znakomicie wykształceni kubańscy lekarze wolą zamiast w szpitalu pracować jako kelnerzy w hotelach zarabiając na napiwkach od bogatych turystów.

Na pożegnanie z tropikami udajemy się na Playa de Este w okolicach miasta. Cudowna piaszczysta plaza, turkusowe morze, cisza i spokój… tego nam właśnie było trzeba.









































Najnowsze komentarze