LIMA
Peru wita nas chłodem atmosferycznym (kończy się tu zima) i gorączka
przedwyborcza. Lima tonie w plakatach wyborczych. Ludzie są do tego stopnia zaangażowani w wybory, ze malują domy w partyjne barwy z nazwa kandydata, na którego glosują mieszkańcy.
Po Kubańskich pustkach sklepowych i polowaniem za jedzeniem znów wracamy do „normalności”. Najbardziej cieszy nas ogromna ilość przeróżnych owoców i warzyw w tym takich, których nigdy wcześniej nie smakowaliśmy. Peru to kraj, który w swoich granicach zawiera około 90% wszystkich możliwych klimatów naszej planety. Trwa wieczny sezon na truskawki, marakuje, czilimoje, banany… same pyszności.
Lima to ogromne miasto duszące się w spalinach zdezelowanych samochodów i riksz – dokładnie takich samych jak w Indiach. Riksze i panujący powszechnie chaos na ulicach (znów trzeba mieć oczy dookoła głowy) przypominają nam trochę Indie. Wygłodniali na urozmaicone jedzenie po Kubie, gdzie mieliśmy niewielki wybór warzyw, w Limie rzucamy się na tour po tutejszych wegetariańskich restauracjach. Jest ich kilkanaście. Za „menu dnia” (zupę +
główne danie + napój i czasem skromny deser) płaci się około 5 zł.
Nocleg znaleźliśmy za pomocą couchsurfing.org. Nasz nowy gospodarz odbiera nas z lotniska oszczędzając wielu Soli (waluta Peru), które stracilibyśmy próbując szukać taxi jako zagubione „gringo” na lotnisku w wielkim latyno-amerykańskim mieście daleko od domu. W Ameryce PD jeśli nie zna się hiszpańskiego i w dodatku próbuje komunikować po angielsku, ceny automatycznie bywają kilkukrotnie wyższe od cen jakie płacą „lokalsi”.
Tomas – tak nazywa się nasz nowy peruwiański kolega – to zaangażowany przedwyborczo student, który wtajemnicza nas w problemy lokalnego społeczeństwa. Wg jego opinii obecnie rządzący w Peru politycy są skorumpowani przez wielkie korporacje z USA, które niszczą peruwiańską przyrodę i wyzyskują lokalne społeczności danych regionów (w bardzo wielkim skrócie).
Z zatłoczonej Limy udajemy się kilkadziesiąt kilometrów na północ do ekologicznej wioski Hare Krshna (Eco Truly Park). Otoczony ogromnymi wydmami, tuż nad Oceanem Spokojnym, zespół kosmicznie wyglądających budynków tworzy nieprawdopodobny klimat. Prąd wytwarzany z generatora włączany jest wieczorem i to tylko na kilka godzin. Nie ma ciepłej wody, ale za to jest wspaniałe wegańskie jedzenie, które w dużej mierze składa się z organicznych warzyw i owoców uprawianych na miejscu. W wiosce oddajemy się rytmowi życia mieszkańców. Dzień zaczynamy od jogi, potem śniadanie. Po śniadaniu pomagamy w kuchni lub na polu przy uprawie roślin, po południu bardzo syty wegański obiad, wieczorem czas na medytacje i mantry… i tak przez kilka dni z dala od świata zewnętrznego. Wrzesień to czas moich urodzin i akurat wypadły one podczas naszej wizyty w Eco Truly Park. Mieszkańcy wykorzystali urodziny do urządzenia mi niespodzianki.
W pewnym momencie podczas kolacji przygaszono światła a do jadalni wszedł jeden z mnichów (bhaktów) i zaczął śpiewać „Happy Birthday to you…” grając na bębenku. Byłem w 100% przekonany, że najwyraźniej ktoś z mieszkańców aszramu ma urodziny w tym samym dniu co ja. Jedno spojrzenie w Kasi oczy i już wiedziałem, że to jednak chodzi o mnie.

W Eco Truly Park zostajemy tydzień rozkoszując się ciepłą atmosfera tego miejsca. Na miejscu poznajemy Melisę z Kanady, która rusza z nami na południe do Iqa i Cusco.
CUSCO
Cusco – dawna stolica Imperium Inków to miejsce bez wątpienia magiczne. Ulice wypełnia mieszanka tradycyjnie ubierających się mieszkańców i gdzieniegdzie lam z kolorowo ubranymi turystami z całego świata. Niezliczona liczba klubów, powszechnie dostępne i niemal legalne różnego rodzaju narkotyki (niektórych nazw nigdy wcześniej nie słyszeliśmy), muzyka reggae powodują, że wielu turystów osiedla się w Cusco na dłużej lub na stałe otwierając własny biznes i ciesząc się panującym tu luzem i wolnym tempem życia.
Z dawnej stolicy Inków zostały tylko kamienne fundamenty budynków.
Przechadzając się po ciasnych uliczkach Cusco, ocierając się po kamiennych pozostałościach wielkiego imperium czuć tymczasowość naszego życia. Kiedyś potężna metropolia ogromnego imperium ciągnącego się od Peru przez Boliwię i Chile a dziś… średniej wielkości turystyczne miasto.
W Cusco działa kilka rożnego rodzaju wegetariańskich restauracji w tym 2 nasze ulubione GOVINDA LILA i fast food Prasada. Jest całkiem interesujący bazar gdzie za około 3,5 zł można napić się 1 litr naturalnego soku z przeróżnych
owoców i warzyw np. aloes vera, surowy bakłażan i ananas… kto by się
spodziewał, że taka mieszanka może w ogóle smakować? A jednak…
Cusco położone jest na wysokości 3300 m n.p.m. do tego miasto jest pełne stromych podejść co powoduje, że każdorazowa wycieczka do głównego placu lub ulubionej restauracji to niezły wysiłek fizyczny. W czasie drogi z Iqa do Cusco (18 godzin) dotkliwie daje nam się we znaki choroba wysokościowa. Skutecznym lekarstwem okazuje się herbata sporządzona z liści koki a sprzedawana przez babuszki po drodze. Żądnych wrażeń i narkotycznych uniesień czytelników zapewniam, że herbata nie powoduje żadnych „efektów ubocznych”. Ciekawie smakuje, poprawia lekko samopoczucie oraz, co najważniejsze na takich wysokościach, doskonale znosi dolegliwości choroby wysokościowej.
Cusco to baza wypadowa do Maccu Picchu – słynne ruiny Inków. Mnóstwo agencji turystycznych stara się podbić serca i portfele turystów swoją oferta. Można do Macchu Picchu pojechać pociągiem, rowerem, autobusem lub dojść pieszo. Wybieramy najtańszą opcję – autobusem. Będąc w Cusco grzechem byłoby nie zobaczyć ruin pomimo kosmicznej jak na Peru ceny za wejście (126 Soli = 126 zł, Kasia wykorzystała swą starą kartę studencką i udało się jej wejść za
połowę ceny).
W Cusco Kasia postanawia wracać do Polski. 9 miesięcy z dala od domu robi swoje. Dołączę do niej za kilka miesięcy.
Święto Zmarłych w Cusco
Ulubiony przysmak Peruwiańczyków
Ja po 1,5 miesiącu spędzonym w Cusco ruszam w podróż w stronę Brazylii przez Boliwię i Paragwaj (a może jeszcze inaczej?). Po drodze do pierwszego boliwijskiego miasteczka zatrzymuję się na chwile w Puno nad jeziorem Titicaca.









































Szukajcie , a znajdziecie jak mówi pismo
Znalazłam www do bloga na portalu praca marzeń
I teraz mogę być z Wami tutaj
))
Danielu,zanim pojde spac napisze: masz genialna galerie zdjec! jestes z pewnoscia niebanalna osobowoscia! Twoja dziewczyna zapewne tez! zycze wam powodzenia! Obserwuje Prace Marzen ale nie jestem uczestnikiem i nie moge dodac komentarza- nie przejmuj sie! Zawsze znajda sie zawistne, sfrustrowane „ludziki”! I jeszcze anonimowe!:) Jesli znajdziesz chwilke,napisz,. Adresy moich przyjaciol w RPA i Malawi podam ci w mailu.